„Przez moją wagę mogło dojść do tragedii”

autor-zdjęcie
Autor wpisu: Sonia Kowal
Wyświetleń: 11 452

Kiedy rozmawialiśmy z Kasią, trudno było powstrzymać emocje. To nie jest zwykła opowieść o odchudzaniu, o dietach i kilogramach. To historia kobiety, która pewnego dnia stanęła w obliczu sytuacji, która mogła zakończyć się tragedią. Sytuacji, w której własna bezsilność niemal odebrała jej coś najcenniejszego – życie dziecka. Dziś Kasia mówi o tym otwarcie, bo wie, że jej przeżycia mogą być przestrogą i nadzieją dla innych kobiet. W naszej rozmowie opowiada o strachu, wstydzie, momentach załamania, ale i o tym, jak krok po kroku udało jej się odzyskać zdrowie, siłę i wiarę w siebie.
Zapraszamy do przeczytania tej poruszającej rozmowy.

Redakcja: Witaj Kasiu. Widzę, że lekka trema cię dopadła, ale spokojnie. Jestem przekonana, że twoja historia może pomóc wielu osobom.

Kasia: Dzień dobry. Tak, to prawda. Mnie się udało, fartem, ale nie wybaczyłabym sobie, gdybym nie ostrzegła innych. Jeśli pomogę chociaż jednej osobie to będzie mój osobisty sukces.

R: Większość kobiet, które próbują schudnąć, ma za sobą dziesiątki nieudanych podejść. Jak wyglądała Twoja historia?

K: To prawda. U mnie to były lata walki. Każdy nowy rok zaczynałam z obietnicą: „teraz na pewno się uda”. Finalnie kończyłam z jeszcze większą wagą niż startowałam. Po czasie zaczęłam wierzyć, że coś jest ze mną nie tak, że ja po prostu nigdy nie schudnę.

R: Jakie problemy u siebie zauważyłaś?

K: Przede wszystkim ogromne zmęczenie. Zwykłe wejście po schodach kończyło się zadyszką, serce waliło jak szalone. Do tego ciągłe bóle kolan i pleców – zwykłe zakupy były dla mnie wyzwaniem. A w badaniach – podwyższony cukier, cholesterol, wysokie ciśnienie.

R: Jak się wtedy czułaś?

K: Beznadziejnie. Miałam wrażenie, że jestem więźniem własnego ciała, z którego nie mogę się uwolnić. Po wizycie u lekarza przepłakałam pół dnia. W głowie miałam tylko jedną myśl: „Nie chcę, by moje dziecko pamiętało mnie jako grubą, wiecznie zmęczoną matkę”.

R: Co było dla Ciebie najtrudniejsze w tamtym czasie?

K: Wchodzenie po schodach, bo wtedy jeszcze nie mieliśmy windy. Zakupy, kiedy znów musiałam sięgnąć po większy rozmiar. No i mąż… Po ciąży to nie było to samo. Zaczęłam się bać, że mnie zostawi. To wszystko bolało bardziej niż liczby na wadze. Pamiętam jak raz… [głośne westchnięcie] przepraszam…. To bardzo ciężkie doświadczenia.

R: Spokojnie Kasiu, nikt cię nie pospiesza. Jeśli nie czujesz się na siłach by podzielić się z nami tą sytuacją, możemy przejść do kolejnego pytania.

K: Nie, nie. Po prostu nadal uczę się wyrzucać te negatywne emocje. Pamiętam jak w pracy podczas zebrania usiadłam na krześle z podłokietnikami. Czułam się jak w imadle! Siedziałam jak na szpilkach, próbując się nie ruszać, żeby nikt się nie zorientował. Te boki tak wbijały się w moje uda, że przez dwa tygodnie ukrywałam siniaki.

R: Brzmi bardzo ciężko… Jak wyglądały Twoje wcześniejsze próby odchudzania?

K: Wszystkie wyglądały podobnie. Głodówki – kilka dni bez jedzenia, a potem napady objadania się. Diety 1000 kalorii – trzymałam się tydzień, góra dwa, a potem mój organizm dosłownie się buntował. Siłownia – wykupiłam karnet, chodziłam trzy razy i przestawałam, bo ból mięśni i wstyd mnie paraliżowały. Za każdym razem myślałam: „to ze mną jest coś nie tak, inni potrafią, a ja nie”. To było błędne koło.

R: Co sprawiło, że tym razem się udało?

K: Tragedia, do której co o mały włos nie doprowadziłam. Tego dnia nie zapomnę nigdy.

R: Zechciałabyś przybliżyć tę historię?

K: To było wczesną wiosną. Wyszłam ze swoim synkiem na spacer. Takie ciepło, że żal było nie wykorzystać. Kuba wszędzie jeździł na swoim małym rowerku. Uczył się dopiero panowania nad sprzętem, ale miał z tego ogrom frajdy.

Jechał kilka metrów przede mną i jak to pięciolatek – rozpędził się zbyt mocno. Spanikował, zapomniał o hamulcach. Pędził wprost na ruchliwą ulicę. Krzyczałam, ruszyłam „biegiem” za nim, ale co mogłam zrobić z taką nadwagą. Płuca mnie paliły, serce waliło jak młot, a nogi odmówiły posłuszeństwa. Oczami wyobraźni widziałam jak mój kochany syneczek ląduje pod kołami samochodu.

R: Co wydarzyło się dalej?

K: Każdego dnia dziękuję losowi za tego anioła, którego postawił wtedy na mojej drodze. Obok przejścia dla pieszych stała jakaś młoda kobieta. Odwróciła się słysząc mój krzyk i zareagowała błyskawicznie. To ona zatrzymała rowerek w ostatniej chwili, dosłownie kilka centymetrów od krawędzi ulicy. Kuba był blady, trzęsący się, ale bezpieczny. Doczłapałam się do nich po kilku dłuższych chwilach, cała spocona i czerwona od wysiłku i łez rozpaczy.

R: Jaka była reakcja tej kobiety?

K: Wokół zaraz znalazło się masę gapiów. Jedni pytali czy dziecku nic nie jest, inni tylko patrzyli. Natomiast w oczach kobiety, która uratowała Kubę, dojrzałam coś, czego nie potrafię zapomnieć. Czysta pogarda i niemy wyrzut „jak mogłaś na to pozwolić?!”
To był jak cios nożem prosto w serce. Gdybym była lżejsza, sprawniejsza, dobiegłabym do niego na czas. Zatrzymałabym go na czas, tak jak to powinna zrobić matka.

R: Czy syn miał jakąś traumę po tym zdarzeniu?

K: Na szczęście nie. Długo był przestraszony, ale jak to dziecko – szybko zapomniał. Ja natomiast nie zapomniałam nigdy. Wieczorem, siedząc na kanapie, trzymając Kubusia w ramionach, powtarzałam sobie, że moje dziecko mogło zginąć przez moją wagę.
To był ten moment, w którym runęły wszelkie wymówki. To już nie chodziło o wygląd czy samopoczucie. Chodziło o życie i bezpieczeństwo mojego dziecka. Następnym razem mogliśmy nie mieć tyle szczęścia, a ja byłam gotowa zrobić wszystko, by nie zapłacić tej najwyższej ceny.

R: Jak zabrałaś się do działania?

K: Przede wszystkim – nie próbowałam już być kimś, kim nie jestem. Zrozumiałam, że nie dam rady żyć na sałacie, ani chodzić codziennie na siłownię. Potrzebowałam czegoś, co będzie pasowało do mojego życia, do mojego tempa. I znalazłam rozwiązanie, które nie wymagało ode mnie rewolucji!

R: Proszę, nie trzymaj nas już dłużej w niepewności [śmiech]

K: Redimex – wpadłam na niego przypadkiem czytając na jakimś forum historię podobną do mojej. Tylko tam chodziło o zdrowie autorki wpisu, a nie o jej dziecko. Napisałam prywatną wiadomość i tak się zaczęło.

R: Możesz zdradzić, jak wyglądały te pierwsze kroki?

K: To było banalnie proste. Wystarczyło dodanie do swojej codzienności naturalnego produktu, który pomógł przyspieszyć metabolizm i rozblokował możliwość spalania tłuszczu.
Potem, już z przyjemności i z chęci, a nie z musu, wdrożyłam kilka małych zmian. Na przykład zamiast gazowanych napojów – woda z cytryną. Zamiast windy – schody, ale tylko wtedy, gdy miałam siłę. Zamiast wieczornego podjadania przy telewizorze – herbata i książka. Niby nic wielkiego ale czułam się ze sobą coraz lepiej.

To właśnie było najważniejsze – niczego sobie nie zakazywałam, nie byłam na głodówce, tylko uczyłam się nowych nawyków.

R: Jak się czułaś, gdy zobaczyłaś pierwsze efekty?

K: Najpierw zauważyłam, że… mam więcej energii. To było dla mnie szokujące. Potem waga zaczęła spadać – najpierw 3, potem 6 kilogramów. Pierwszy raz nie miałam wrażenia, że się katowałam. Po prostu żyłam, a kilogramy znikały. To dało mi ogromną siłę, bo poczułam, że naprawdę mogę to zrobić.

R: A jak wygląda Twoje życie teraz, po tej zmianie?

K: Mogę bawić się z dzieckiem bez obaw o jego bezpieczeństwo, iść na długi spacer, nie duszę się po wejściu po schodach. Wreszcie zakładam ubrania, które mi się podobają, a nie takie, które tylko maskują moje ciało. I co najważniejsze – odzyskałam wiarę w siebie.

R: Jak czujesz się teraz, patrząc na tamtą Kasię sprzed kilku miesięcy?

K: Mam wrażenie, jakbym patrzyła na kogoś innego. To nie chodzi tylko o to, że schudłam. Chodzi o to, że odzyskałam życie, które wcześniej omijało mnie bokiem. Dziś nie boję się, że moje zdrowie mnie zawiedzie. A kiedy patrzę na mojego syna, wiem, że będę miała siłę być przy nim – naprawdę przy nim, a nie tylko obok.

R: Co powiedziałabyś kobietom, które teraz są na początku drogi i czują się tak, jak Ty kiedyś?

K: Powiedziałabym, żeby przestały się karać i obwiniać. Nie czekajcie na choroby, na ból, na moment, w którym będzie za późno. Redimex to sposób, który naprawdę pasuje do życia zwykłej kobiety. Jeśli ja mogłam to zrobić – to naprawdę każda może.

R: Dla zainteresowanych, pod artykułem zamieszczamy link do Redimex, o którym wspomina nasza bohaterka.
Kasiu, czy chciałabyś dodać coś jeszcze od siebie?

K: Dziś jestem matką, która wie, że ma siłę chronić swoje dziecko. Nigdy więcej nie chcę czuć tego paraliżującego strachu, że mogłam stracić Kubę przez własne zaniedbanie. Jeśli jesteś matką i wiesz, że Twoja waga Cię ogranicza – błagam, nie czekaj. Zrób to dla siebie, ale przede wszystkim dla swojego dziecka. Ja wiem, jak cienka potrafi być granica między życiem a tragedią. A jeśli nie dla kogoś, zrób to dla siebie, bo na to zasługujesz.

R: Piękne słowa. Podpisujemy się pod tym całym sercem. Bardzo dziękujemy za tak inspirującą rozmowę. Mam nadzieję, że twoja historia pomoże innym kobietom, które potrzebowały motywacji do podjęcia walki o siebie.

K: Bardzo dziękuję. Dodam tylko, że dla pierwszych 65 osób przewidziana jest zniżka , dlatego warto skorzystać z linku poniżej.

Redimex

Stara cena: 298 PLN

Nowa cena: 149 PLN

Złóż zamówienie

Gwarancja bezpiecznych zakupów

paypal blik payU Visa MasterCard DHL
ZWERYFIKOWANE OPINIE
Maria
Maria schudła 24 kg*
Dziś rano autentycznie się rozpłakałam. Kiedy weszłam na wagę, okazało się, że schudłam prawie 24 kilogramy po zaledwie 4 miesiącach, co jest dla mnie czymś niezwykłym. Za każdym razem, gdy przechodzę obok lustra, upewniam się, że patrzę na tę samą osobę. Moi znajomi też widzą różnicę i pytają, w czym tkwi mój sekret. Jestem wdzięczna za to, co Redimex wniósł do mojego życia. Polecam każdemu!
Maria K. – Warszawa
Grzegorz
Grzegorz schudł 13,5 kg*
Próbowałem się odchudzać kilkanaście razy, za każdym razem kończyło się tak samo, czyli źle. Odkąd używam Redimex, udało mi się zrzucić ponad 13 kg, kilkanaście centymetrów w pasie i odzyskać dawne libido. Nie mogę w to uwierzyć, ponieważ nadal cieszę się zwykłym jedzeniem, a także czasami winem i piwem kilka razy w tygodniu. Najlepsze jest to, że chudnę zdrowo, jednocześnie nie rezygnując z życia!
Grzegorz M. - Olsztyn
Marta
Marta schudła 11 kg*
Byłam na skraju załamania, bo czego bym nie próbowała, to NIC nie działało. Bałam się, że jestem jakimś beznadziejnym przypadkiem i już zawsze będę gruba. A jednak! W ciągu ostatnich 3 miesięcy z Redimex schudłam niemal 11 kilogramów! Mój sposób myślenia, samoocena i spojrzenie na życie są lepsze niż kiedykolwiek. Mogę być bardziej aktywna z moimi dziećmi, które wreszcie mają zdrowszą mamę, która może cieszyć się życiem razem z nimi.
Marta C. – Jastrzębia Góra